Dokonywanie tych samych dzialań, na tych samych liczbach i oczekiwanie zawsze innego wyniku
- to czyste szaleństwo!          Albert Einstein

 aussiepol.com

"Miody pitne - Napój Bogów"

Turkuć podjadek.

   W Cywilizacji Chrześcijańskiej powszechnie wiadomo, że pierwszym człowiekiem, który zasadził winorośl był Noe. Tak podaje Pismo.
   Skądinąd wiemy, że Aleksander Macedoński wszedł na świętą górę Olimp, ale czy spotkał tam bogów? Tego nie wiemy.
   Z mitów greckich zaś wiemy, że bogowie odżywiają się ambrozją. Jednakże nie samą ambrozją bóg żyje, musi jeszcze mieć czym popić. Bogowie piją nektar.
   I w tym miejscu mamy pierwsze skojarzenie: nektar kojarzy się nam z kwiatem. Ale nie myślicie chyba, że Bogowie latali tak z kwiatka na kwiatek – no jasne, że nie!
   Współczesna nauka dowodzi, że pojawienie się owocu musi poprzedzać kwitnący kwiat. A w pięknym kwiecie, w brzydkim też, w cudowny sposób pojawia się nektar. Pracowita pszczółka, w imieniu bogów, przylatuje do kwiatka, zabiera z niego słodki nektar i niesie go do ula. Tam w cudowny sposób nektar przemienia się w miód, który poddany naturalnej fermentacji, przekształca się we właściwy napój bogów.
   W tym czasie, niejako przy okazji, z zapylonego przez wysłanniczkę bogów, kwiatka, powstaje owoc, dajmy na to winne grono. I właśnie takie grona zebrał Noe i uzyskał z niego wino, napój ludzi.

"Miody pitne - Historia nie z tej ziemi"

   A tak otwierając przymrużone oko, to mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że na temat miodu pitnego narosło tyle, nazwijmy to, legend, że temat sam prosi się o kilka słów wyjaśnienia.
   Kto wymyślił miód do picia? Ano nie wiadomo, najpewniej Bogowie. Wiemy tylko, że już w Starożytnym Rzymie popijano miodzik, ale tak jak dzisiaj - był drogi. I to jest jedna z podstawowych przyczyn nieobecności Miodu Pitnego na naszych stołach. No, ale nie ma być o złotówkach a o Miodzie.
   Dlaczego uważam, że najpierw był Miód Pitny a później dopiero wino? Każdy może sobie wymyślić swoją teorię, bo i tak tego nie sprawdzimy. No to do rzeczy.
   Miód w odróżnieniu od wina nie rośnie na krzaku. Sam proces pozyskiwania materiału na miód, przez owady, zwane pszczołami, jest wysoce skomplikowany i to nie tylko technicznie, ale i logistycznie, potem chemia, ta naturalna rzecz jasna, bez udziału człowieka. Proszę mi wierzyć, to naprawdę bardzo skomplikowany proces i choćby tylko dla tego nie może odbywać się byle gdzie.
Bez ingerencji człowieka, kiedyś, były to stare, puste w środku, pnie drzew, czy inne podobne "pomieszczenia", które zasiedlały pszczółki. Gromadziły w nich wszystko czego potrzebowały do życia. I nawet jak spotykał je, te pszczoły, pech czy inny kataklizm, to zapasy na ogół zostawały w opuszczonym mieszkaniu.
No i jak to w życiu, bywa różnie. Takie opuszczone mieszkanie, może właśnie dlatego opuszczone, bo na ogół, pszczele barcie, czy ule są szczelne i zabezpieczone przed zalaniem, są odpowiednio wietrzone, ogrzewane... i tak dalej. Proszę zwrócić uwagę, że w odniesieniu do ludzi to są ogromne koszty, więc dlaczego miód miałby być tani. W każdym razie mieszkanko zostało zalane a że szczelne, to woda nie uciekła. No i już wiecie. Czas i drożdże zrobiły swoje.
   Teraz czas na nas, to znaczy ludzi. Wyobraźmy sobie, taki Turkuć Podjadek, nie wiadomo jak dawno temu, ale bardzo dawno, buszujący po lesie w poszukiwaniu słodyczy, natrafia na takie znalezisko. Jeżeli nie za wcześnie znalazł, to miał jeden z najdroższych trunków dostępnych na tym padole, choć prawdopodobnie nie zdawał sobie, ze swego szczęścia, sprawy. Nobombał się nieźle i tak zaczyna się historia Miodu Pitnego - Napoju Bogów, odkrytego przez - ludzi, no, Turkucia Podjadka :-).
   Warto by się odnieść, w tym miejscu, do wina. Tak dla porównania.
Wino rośnie na krzaku, który nakazał posadzić Noemu sam Ten Który Jest. I w tym przypadku nie może być mowy o przypadku. Winne grona są smaczne, na ogół, choć niektórzy twierdzą, że najlepsze wina robi się z tych niejadalnych gron, więc zrywno, te smaczne grona i przechwywano do późniejszego spożycia. Bardzo często, nie było wtedy lodówek, grona psuły się, więc je wyrzucano, bo robiły się niejadalne, ochydne w smaku, śmierdzące, choć drożdże robiły swoje, może właśnie dlatego. A wyrzucano na ziemię, w którą wilgoć bezpowrotnie wsiąkała. Dopiero wyciśnięty, zapomniany w spiżarni sok, uchował się. Tylko kiepska gospodyni mogła takie coś spowodować, prawdopodobnie żona Noego, bo Święta Księga podaje tylko, że się upił, co predystynuje Go do miana pierwszego alkoholika na ziemi i to nie anonimowego.
   Nie będę wyciągał wniosków, są oczywiste.

stat4u